stwórca i zło milena marszałek

Wpis

środa, 12 grudnia 2012

* * *

Stukot przemknął obok narzędziowych skrzynek. Rozgrzane słońce wisiało nad przyborami, rzucając promienie w odblaskowe światełka tornistrów. Prawdziwa jasność wychodziła z nieba.

Pasma rozciągniętych na nim chmur sięgały pierwszych marszczeń bezkresu, a pokrywający szczyty lód nadawał im połysk osiemnastokaratowego, nienagannego przykładu. Między tymi wzgórzami spacerował Kreator.

Wznosił się powoli, zostawiając ślady zielonego pojęcia. Przesyłał przyciski powietrznych cmoknięć, ciągnąc biel aż do końców najlepszego porządku. Ciepło rozpraszało ściśnięte chmury, by mógł obserwować dół.

A dół lśnił blaskiem odbitym od niego. Wypolerowany czułością wzbudzał zachwyt policzkowymi różami i zabytkową lamówką. Rozłożony w doskonałym centrum Kreator nadawał mu największe lubienie.

Lecz wtem, kończący niebo fiord pokrył się cieniem innej postaci.

 -Dzień dobry, Kreatorze –powiedział przybysz.

 -Dzień dobry –odpowiedział Kreator.

Szczyty najwyższych chmurnych wzniesień połączyły się ze sobą, koronując głowę nieba. Kolejna perłowa nizina wyrosła obok gdzieś.

 -Hm… patrzysz na dół? –zapytał przybysz.

 -Oczywiście! Jest taki piękny! Sam zobacz!

Cienka, biaława zasłona obłoków rozstąpiła się przed nimi, odsłaniając pistacjowy deseń.

 -Tak, piękny –mruknął przybysz –Ale co byś zrobił, gdyby przestał taki być?

 -Co?!
 -Gdyby przestał taki być.

 -Jak to „przestał taki być”?

 -Gdyby.

 -Ale dlaczego miałbym gdyby?

 -Bo bywa różnie.

 -Ale dlaczego akurat TAK?

 -TAK, po prostu.

 -Ależ to bzdura! TAK się nigdy nie stanie!

 -Czyżby?

 -Czyżby!

Uszne ciepło rozrzuciło gwarancyjny żar. Jedyny taki docierał do zawodowych znakomitości, wręczając kryształowe puchary.

 -A więc jesteś pewien? –zapytał po chwili przybysz.

 -Tak, jestem pewien.

 -Jak bardzo pewien?

 -Tak bardzo, że…

 -Tak bardzo, że…?

 -…że mógłbym się nawet z tobą…

 -Ze mną…?

 -…założyć!

 -Założyć?!

 -Właśnie tak!

 -Ze mną?!

 -A dlaczego by nie?

 -Cóż…

 -Na dodatek w każdej chwili!

 -W każdej?

 -Nawet w tej!

 -Hm…

 -Dobrze?

 -Dobrze –zakończył przybysz –Załóżmy się.

Uściśnięta góra zaskrzypiała portfelowo. Trysk koniecznych iskier wybielił tapety, powiększając sprawiane wrażenie. Jasność przybrała na wadze, za nic mając diety i oszczędzanie.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
milenamarszalek
Czas publikacji:
środa, 12 grudnia 2012 07:28

Polecane wpisy

Trackback